101% Hongkongu w Hongkongu

niedziela, 14.03.10

Koniec z MacGyveryzmem

Tym i tym MacGyveryzmem. Nabyłam sobie drogą kupna nowy wentylator i dziś rano go zainstalowałam. Zgodnie z przewidywaniami podłączenie kabelków (zielonego, niebieskiego i brązowego) było o wiele łatwiejsze, niż prawidłowe wetknięcie tego w dziurę w oknie. Ciągle nie jestem pewna, czy zrobiłam to dobrze i szczelnie, okaże się podczas szalonego deszczu.

Ale wreszcie jest klapka, a elementy elektryczne wiatraka z tyłu nie są odkryte, więc nie mam stracha, że głupia kropla wody się tam dostanie i narobi szkód.

No i wentylator jest wyłączony, gdy klapka jest zamknięta, więc mogę włączyć bojler grzejący wodę (np. by umyć naczynia w kuchni) nie włączając wentylatora w łazience. (Oba urządzenia włączane są jednym włącznikiem w ścianie.)

No i jest czyściutki i śliczniutki, aż w łazience zrobiło się jaśniej

Stary brudas, koloru szarego





I bielutki, nowiutki i czyściutki nowy z klapeczką z tyłu




Ling Ling - pencil 10:44:07 - Dom - pencil permalink - Skomentuj!

niedziela, 07.03.10

Ogródki farmowe

Taki odpowiednik polskich działkowych, tyle że tutaj nie mają każdy swojego ogrodzonego, a wszystko razem i ludzie mają swoje wydzielone grządki. Nie wiem dokładnie, jak to się finansowo odbywa, nie mam takowego, ale koleżanka ma i zabiera znajomych na zbieranie plonów. Jedzie się na zadupie (dość blisko miejsca, w którym kiedyś mieszkałam, więc odwiedziłam sobie stare kąty ), a tam jest wielka farma.





To był piękny, chłodny dzień z kapuśniaczkiem i chłodem, ale nie przeszkodziło nam to w wyrywaniu sałaty, wielgaaaachnych marchew, jakiejś chińskiej pietruszki i innych pomidorków czereśniowych.





[czytaj więcej]

Będzie ciacho cynamonowe i będą pieczone ziemniaczki :)

Gdyby moje koty potrafiły mówić, to popatrzyłyby na mnie i zapytały: A ty co? Poszłaś na farmę, a wróciłaś z piekarnikiem?

Wracając z farmy weszłam do DSC, by zobaczyć ceny i wybór stojących wentylatorów. Poszłam też popatrzeć na piekarniki. Ciągle nie wiedziałam, czy najpierw kupić wentylator, czy piekarnik. Pierwsze nie byłoby jeszcze używane, bo na razie nie jest tak gorąco, ale drugiego nie miałabym gdzie postawić.

Ale zobaczyłam piekarnik, posiadający wszystkie funkcje, jakie chciałam, z obniżoną ceną do 188 HKD! Od razu kupiłam. Muszą mieć jakąś wyprzedaż. Inne piekarniki o podobnej jakości od 250 do 400 dolarów. Ten oryginalnie kosztował 250, czy coś takiego. Chyba ponoworocznie pozbywają się towaru. Nieważne. Jest piekarnik!


I nawet znalazłam na niego miejsce, choć teraz nie mam na toster i gar do ryżu
Ling Ling - pencil 17:41:48 - Dom - pencil permalink - Komentarz: 1 [11.03.10 23:24]

czwartek, 04.03.10

Światło w łazience

Już dawno temu zauważyłam taką dziwaczną właściwość u Chińczyków (kulturowo Chińczyków, nie etnicznie; tych urodzonych i wychowanych w nie-Chinach to nie dotyczy).

Otóż zawsze mają zapalone światło w łazience i często także w kuchni. Gaszą je tylko gdy wychodzą z domu, albo idą spać. Gdy są w domu - światło jest zapalone, nawet jeśli drzwi do danego pomieszczenia są zamknięte.

Najbardziej rzuciło mi się to w oczy u kolegi. Spora grupa ludzi, mieszanina międzynarodowa. Wchodzi nie-Chińczyk do łazienki gospodarza - jeśli światło nie jest włączone, to je sobie zapali, po czym zgasi wychodząc; Chińczyk zapali, ale wychodząc nie zgasi. Jeśli po jakimś Chińczyku było zapalone, to nie-Chińczyk wychodząc i tak gasił.

Moja współlokatorka po wejściu do domu najpierw zapalała światło w łazience, a potem robiła wszystkie inne rzeczy, które robi się po wejściu do domu. Potem zamykała się w swoim pokoju, a światło w łazience paliło się… bo tak.

Nie są to jakieś wyjątki. Z okna mojej kuchni mam widok na cały pion kuchenno-łazienkowych okien bloku naprzeciwko. W większości okien jest światło. W niektórych jest rzeczywiście jakiś tam ruch, ale większość jest pusta.

HK jest oblepiony plakatami społecznymi, w tym także o oszczędzaniu energii. Tia… rząd i plakaty sobie, ale ludzie i tak bezsensownie światło i już.
Ling Ling - pencil 21:03:00 - Ciekawostki i dziwactwa - pencil permalink - Komentarz: 1 [11.03.10 23:24]

poniedziałek, 01.03.10

Nadziewane plasterki bakłażana

1 średni bakłażan
4 łyżeczki oliwy z oliwek z pierwszego tłoczenia
1 szklanka startego sera mozzarella
1 łyżeczka świeżej bazylii, posiekanej
400g puszka posiekanych pomidorów z ziołami
dodatkowe listki bazylii do udekorowania

Podgrzać piekarnik do 200 stopni.

Pokroić bakłażana na długie paski, sztuk 8. Posmarować (pędzelkiem) oliwą i umieścić na folii do pieczenia. Piec 10 minut, nie pozwalając by stały się zbyt miękkie. Wyjąć z piekarnika, posypać serem i bazylią.
Zawinąć każdy plasterek w pojedyncze warstwy w płytkim żaroodpornym naczyniu. Polać pomidorami i gotować następne 10 minut, albo aż sos zacznie bulgotać, a ser się roztopi.

Wyjąć z piekarnika i przełożyć na talerze. Polać pozostałym w naczyniu sosem, posypać świeżą bazylią i podawać gorące.

Tyle z książki. Moje zmagania nie dały takiego ślicznego rezultatu, jak na fotce w książce, ale były zjadliwe.



Ściąga gotowa



Mieszanka serowa, której użyłam zamiast samej mozzarelli

[czytaj więcej]

Ling Ling - pencil 14:34:37 - Walczę z kuchnią - pencil permalink - Komentarze: 2 [03.03.10 06:56]

Starsze wpisy:

28.02.2010

26.02.2010

25.02.2010

21.02.2010

16.02.2010

Kto zacz?

Ling Ling to moje chińskie imię. Tak, imię, nie ksywa. Mam je wpisane w moim dowodzie i mogę się nim posługiwać w banku. W Hongkongu jestem z wyboru - zakochałam się w tym miejscu i nie widzę się nigdzie indziej. Po kilku latach wojowania z biurokracją, wizami, pieniędzmi i takimi tam udało mi się w końcu osiągnąć cel i tutaj zamieszkać. O wszystkich moich perypetiach, zwątpieniach, problemach i radościach można poczytać w blogu, do czego zachęcam.
Kontakt

Click for Hong Kong, Hong Kong Forecast